Można powiedzieć, że psychoterapia rozpoczęła się od „odkrycia” nieświadomości przez Zygmunta Freuda. Wszystko, co działo się później, w jakiś sposób nawiązywało do podziału, który twórca psychoanalizy zastosował do ludzkiej psychiki. Według tej pierwotnej teorii, znamy zaledwie ułamek samych siebie, nasze świadome decyzje, pragnienia i lęki są jedynie fragmentem znacznie większej całości, na którą składa się nasza psychika. Pod cienką warstwą tego znajomego, kryje się sfera przedświadomości – w pewnym sensie tymczasowego magazynu różnych niechcianych lub zapomnianych przeżyć, które jednak możemy odzyskać np. w procesie terapii lub autoanalizy. Największą część nas samych zajmuje natomiast nieświadomość, coś na kształt niewidocznej gleby, z której wyrastają nasze codzienne poczynania.
Psychoterapia psychodynamiczna bazuje na założeniu o istnieniu ciągłego ruchu między różnymi warstwami naszej psychiki. Co za tym idzie, punktem wyjścia współpracy pacjenta z terapeutą jest przyjęcie, że to, co znane, zrozumiałe i widoczne, nie jest wszystkim, a nawet nie najważniejszym, co nami kieruje.
W procesie psychoterapii psychodynamicznej szybko powstaje intensywna relacja między dwiema osobami. Pacjent postrzega terapeutę nie tylko, jako znanego mu z imienia i nazwiska specjalistę. Z czasem zaczyna dopatrywać się w nim cech, właściwości, intencji, które ten niekoniecznie ma, pacjentowi są jednak one znane z ważnych relacji z jego przeszłości. Zaczyna też reagować na te domniemane cechy w sposób utrwalony przez lata jego życia. Zwykle te właśnie reakcje i mało aktualne sposoby odbierania innych ludzi leżą u podstaw poczucia nieszczęścia, uwięzienia w życiu pozbawionym radości.
Drogą i celem psychoterapii psychodynamicznej jest uwolnienie pacjenta od tych utrwalonych sposobów przeżywania i odzyskanie przez niego elastyczności, dzięki której będzie mógł widzieć ludzi i sytuacje w sposób żywy i wolny od ciężaru przeszłych przeżyć.
